Kiedy milczenie nie jest złotem? - Blog ekspercki

Ostatnio na moim fanpage pojawił się wątek milczenia, który wywołał dyskusję dotyczącą jego konsekwencji. Zwolennicy tej strategii argumentują, że dzięki uciekaniu się do milczenia nie ranią swoich bliskich poprzez agresywne zachowania takie jak krzyk, groźby czy wyzwiska. Niewątpliwie jest to szlachetna intencja niechęci skrzywdzenia bliskiej osoby. Jednak jak większość zjawisk, każda ma swoje dobre i złe strony. Podobnie jest z milczeniem. Dlatego rozwinę ten temat i powiem, kiedy milczenie jest złotem, a kiedy już niekoniecznie.

Kiedy milczenie jest złotem?

Zdarzają się sytuacje, że się wycofujemy z powodu poczucia zranienia lub obrażenia albo niepewności i zmartwienia. Takie sytuacje mają miejsce zwykle, kiedy emocje biorą górę i mogliśmy powiedzieć lub usłyszeć za dużo. Taka chwila przerwy pozwala ochłonąć, zebrać myśli oraz odzyskać równowagę. Dzięki temu można powstrzymać eskalację konfliktu. Spełnia to wówczas pozytywną funkcję, jednak pod jednym warunkiem. Warunkiem tym jest emocjonalna dostępność dla partnera, kiedy ten ochłonie i potrzebuje się zbliżyć i/lub ewentualnie kontynuować rozmowę w innym już tonie. W innym wypadku wycofanie i milczenie stają się toksyczne, szczególnie gdy staje się nawykowe.

Co się kryje za milczeniem?

Badania naukowe pokazują, że w 85% przypadków to mężczyźni mają większą skłonność do odgradzania się murem milczenia. Być może jest to spowodowane tym, że mężczyźni odczuwają silniejszy lęk przed emocjami. Ponieważ nie do końca je rozumieją to wolą ich unikać.

Partnerzy, którzy zamykają się w sobie często czują się po prostu bezradni. Najczęściej jest to odpowiedź na krytykę oraz atak na ich osobę. Taka napaść potrafi bardzo przytłoczyć osobę, która jest jej adresatem. Wywołuje tak wielki strach i ból, że nie pozostaje nic innego jak ucieczka. Wówczas partner zastyga w bezruchu i popada w odrętwienie tym samym odcinając się od własnych emocji.

Do czego prowadzi wycofanie i milczenie?

Niestety, pomimo że czasami za milczeniem kryją się dobre intencje np. aby nie zranić drugiej osoby to zachowanie to niesie za sobą pewne ryzyko. A już szczególnie, gdy należy stałego repertuaru zachowań. Dlaczego? Otóż partner, który milczy staje się emocjonalnie niedostępny dla swojej partnerki. Staje się niczym kamień – spokojny, milczący i bez dostępu. Wówczas potrzeba więzi i bezpieczeństwa jest poważnie zagrożona.  Widoczny jest brak zaangażowania i zobojętnienie. Partnerka czuje się zaniepokojona, opuszczona i zaczyna protestować domagając się jeszcze bardziej uwagi. Wywiązuje się konflikt (w postaci furii lub rozpaczy) spowodowany emocjonalnym załamaniem na skutek poczucia osamotnienia i porzucenia. W takiej sytuacji nie sposób zapobiec poczuciu izolacji obojga partnerów. Nie ma bowiem bezpiecznej więzi, na której można by się oprzeć. Jest to poważny problem prowadzący do śmierci miłosnej relacji…

Jak zburzyć mur milczenia?

Kiedy wytworzy się toksyczny wzorzec relacji polegający na tym, że jedna osoba atakuje, podczas gdy druga się zamyka w sobie wówczas nie pozostaje nic innego jak go zmienić. Przede wszystkim w pierwszej kolejności należy zdać sobie sprawę z obecności owego wzorca. Następnie warto zastanowić się z czego on wynika. Czy od początku związku tak było? Jeśli nie to w którym momencie się wykształcił. Należy również porozmawiać o tym z partnerem/partnerką. Oczywiście nie w trakcie konfliktu, ale kiedy oboje jesteście w miarę spokojni i opanowani. Z pomocą przyjść może także list, który może stanowić wstęp do dalszej rozmowy. Można zapytać partnera co odczuwa, kiedy milczy i pozostaje niedostępny. Można też powiedzieć, jak to wpływa na Ciebie, co Ty wówczas czujesz. Oczywiście wymaga to nie lada odwagi, aby być autentycznym i się odsłonić. Jest to jednak jedyna słuszna droga do emocjonalnej bliskości i wzmocnienia wzajemnej więzi.

Z życia wzięte

Aby Cię zachęcić opowiem Ci historię z mojego życia, która miała miejsce jakieś 5 lat temu.

Pewnego wieczoru pokłóciłam się z mężem (nie pamiętam już o co). Skończyło się na tym, że nie mogliśmy się dogadać i byliśmy obrażeni na siebie. Kiedy było już późno i leżałam obok niego w łóżku czułam się bardzo samotna. Odczuwałam ogromny niepokój, a brzuch miałam ściśnięty. Nie mogłam zasnąć. Myślałam, że tylko mi jest tak źle, ponieważ mój mąż nie okazywał żadnych uczuć.  Wtedy zaryzykowałam i powiedziałam jak bardzo jest mi źle. On powiedział, że również jest mu z tym ciężko oraz czuje się niespokojny i opuszczony. Poczułam ogromną ulgę. Zawarliśmy układ, który funkcjonuje do dziś. Dogadaliśmy się, że w przypadku kiedy znów pojawi się taka sytuacja, on jako pierwszy wyciągnie rękę do zgody, w zamian ja muszę przyjąć ten gest (lęk przed odrzuceniem jest najczęstszą przyczyną z powodu której nie wyciągamy ręki do zgody) . Ta umowa daje nam obojgu poczucie bezpieczeństwa, pomimo, że sytuacje takie zdarzają się bardzo rzadko.

Mam nadzieję, że teraz masz dość odwagi aby zaryzykować. Daj znać o efektach!